10 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Niemczech

Mieszkam w Niemczech już ponad trzy lata. Przez ten czas zdążyłam się dawno przyzwyczaić do drobnych różnic między krajami po dwóch przeciwnych stronach Odry. Jednak na początku pewne rzeczy były dla mnie dość zaskakujące. Co zaskoczyło mnie po przeprowadzce? Mniejszym i większym niespodziankom w tym względzie poświęcam mój dzisiejszy wpis.

1. Płatności zbliżeniowe kartą

A raczej ich brak. O ile w Poznaniu płatności zbliżeniowe były standardem już w 2012 roku, gdy założyłam swoje pierwsze konto, tak w Bremie taka możliwość była rzadkością aż do połowy zeszłego roku. Niemcy są w takich kwestiach znacznie bardziej  nieufni od Polaków i “dojrzewają” do pewnych rzeczy wolniej. Na plus natomiast fakt, że właśnie ze względu na niemiecką ostrożność, mój bank nie pozwala mi płacić bez podania PIN-u częściej niż raz na pół godziny. Myślę, że to akurat dobry kompromis między szybkością a bezpieczeństwem.

2. WhatsApp > Messenger

W Polsce praktycznie wszyscy moi znajomi kontaktują się przy użyciu Messengera, starsze osoby natomiast wciąż preferują SMSy. W Niemczech natomiast, jeśli chcesz tu zostać dłużej, niż na dwutygodniowy urlop, koniecznie musisz zainstalować WhatsApp. Jest to dla wielu tutejszych ludzi praktycznie jedyna forma komunikacji. Nawet idąc do pracy, prawdopodobnie zostaniesz dodany do grupy pracowniczej na tym właśnie komunikatorze. Facebooka, a co za tym idzie- Messengera, praktycznie się tu nie używa. Odkryciem były też dla mnie wiadomości głosowe, które zwyczajnie są szybsze w użyciu, niż pisanie tekstu. Na początku trochę się krępowałam tak gadać do telefonu na ulicy. Ale ostatecznie dałam się przekonać, bo wygoda jest nieporównywalna. Czasem moja rodzina śmieje się ze mnie, gdy używam tej funkcji i na Messengerze…

3. Przechodzenie na “Ty”

Panuje w Polsce stereotyp poważnego, przesadnie dbającego o formalności i profesjonalizm Niemca. Tym czasem ludzie o wiele szybciej i naturalniej przechodzą tu na “Ty”, niż w Polsce. Być może wynika to trochę z mentalności- tutaj nie oznacza to jeszcze automatycznie nadmiernej spoufałości, tak więc nie ma nic nieodpowiedniego i dziwnego w zwracaniu się do swojego szefa po imieniu.

4. Rowery

Niby wiedziałam, że to popularny środek transportu w zachodnich miastach, ale nie spodziewałam się, że na taką skalę! W Bremie ścieżki rowerowe przebiegają wzdłuż każdej ulicy, a przed moją uczelnią niezależnie od pory roku stoją setki zaparkowanych rowerów. Sama uważam, że to świetny i szybki sposób przemieszczania się- niestety pech chciał, że mój rower został skradziony sprzed akademika jesienią dwa lata temu…

5. Ceny

Wyjeżdżając do Niemiec spodziewałam się wysokich cen w sklepach, więc spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Okazuje się, że wprawdzie świeże produkty, jak owoce, pieczywo, czy mięso rzeczywiście są znacznie droższe, niż w Polsce, natomiast mrożonki, napoje, czy kosmetyki często wręcz przeciwnie. Myślałam nawet kiedyś o napisaniu całego wpisu na temat kosztów życia za zachodnią granicą. W dużym skrócie mogę jednak powiedzieć, że owszem- jest drożej, ale nie aż tak, jak można by się tego spodziewać.

6. Zakaz handlu w niedziele

Niby wiedziałam, że on jest, ale trudno mi się było do tego przyzwyczaić. Nie spodziewałam się też, że naprawdę w całym mieście w niedziele nie ma ani jednego czynnego supermarketu. W sytuacjach, gdy zdarzyło mi się o tym zapomnieć, pozostawał tylko Rossmann na dworcu głównym jako ostatnia deska ratunku. Przerąbane masz też, gdy nikogo jeszcze zbyt dobrze nie znasz, a rozchorujesz się w taki właśnie wolny dzień. W całym wielkim mieście czynnych jest tylko kilka aptek dyżurnych, które zmieniają się co tydzień. Jeśli więc będziesz mieć pecha i żadna w Twojej okolicy nie będzie czynna, musisz dobrze zastanowić się, czy lepszym rozwiązaniem będzie dla Ciebie zostać w domu i umierać bez leków, czy tłuc się po nie przez całe miasto w nienajlepszym stanie.

7. Nieporządek na ulicach

Mówię to oficjalnie- niemieckie miasta nie są czyste. Przynajmniej te większe, w mniejszych zwykle jest dużo lepiej. W Bremie problemem jest niewystarczająca ilość koszy na śmieci, przez co odpady walają się po ulicach. No Poznań jest zwyczajnie czystszy. I to nieporównywalnie…

8. Kasy chorych

Zanim tu przyjechałam, nie miałam pojęcia o niemieckim systemie ubezpiecznia zdrowotnego. Dla mnie układ pt.:”jedna państwowa kasa chorych, kilka prywatnych instytucji, albo płać za wizytę sam” był jedynym znanym i naturalnym. Tymczasem tutaj sprawa wygląda zupełnie inaczej. Opcja numer 3 nie istnieje w ogóle, opcja numer 1 natomiast nie jest jedną jedyną kasą w pełni zależną od państwa, a wieloma osobnymi instytucjami, z których pacjent może wybierać. Dzięki temu kasy chorych muszą konkurować między sobą, dla zdobycia “klientów”, co na pewno korzystnie odbija się na opiece medycznej.

9. Brak parcia na studia

Zdawałam sobie sprawę, że polskie parcie na wyższe wykształcenie jest przypadkiem ekstremalnym i niekoniecznie do końca normalnym. Sama jednak byłam jego ofiarą i dopiero wyjazd do Niemiec trochę mnie od tego uwolnił. Tutaj brak dyplomu uczelni wyższej dla nikogo nie jest objawem “wybrakowania”- ba, nieraz słyszę zachwyty z powodu samego faktu, że w ogóle na studia poszłam. Trzeba też jednak wspomnieć, że tutaj zwyczajnie istnieją lepsze alternatywy dla takiej ścieżki kariery w postaci tzw. “Ausbildung”, które w pratkyczno-teoretyczny sposób przygotowuje do wykonywania wybranego zawodu. Co więcej- nie trzeba za to płacić, wręcz przeciwnie: to Tobie płacą.

10. Ogólny luz

W pierwszych tygodniach lekkim szokiem były dla mnie kobiety w wieku mamy biegające po ulicy w kolorowych włosach, piercingu i z tatuażami w widocznych miejscach. Ale wiesz co? Z czasem bardzo to polubiłam- bo w sumie niby dlaczego ktoś miałby odmawiać sobie w życiu takich drobnych przyjemności tylko dlatego, że “nie wypada”? To właśnie w Niemczech nauczyłam się też dystansu do siebie i tego, że nie zawsze muszę wyglądać perfekcyjnie, że czasem bardziej liczy się wygoda. Myślę, że Polki powinny czasem wziąć przykład z naszych zachodnich sąsiadek i przestać się tak spinać!

Który z punktów jest dla Ciebie największym zaskoczeniem? A może i Ciebie spotkały jakieś niespodzianki po wyjeździe do obcego kraju? Koniecznie podziel się swoją historią w komentarzu!