Co mi dała, a co zabrała wyprowadzka do Niemiec?

Jakoś postu o kosztach życia w Niemczech, który zaczęłam pisać ponad miesiąc temu nadal nie mogę dokończyć (pewnie dlatego, że pisanie o konkretnych faktach nigdy nie było moją mocną stroną). Chciałabym jednak mimo wszystko nieco o moim życiu zagranicą napisać, dlatego postanowiłam Wam dziś opowiedzieć o tym, co mi mój wyjazd dał, a co odebrał. Wszystko ma w końcu dwie strony medalu…

Korzyści:

1. Na pewno bardzo popawił się mój niemiecki. Mimo, że już przyjeżdżając tu miałam poziom C1 na papierze, to jednak słuchając rodowitych Niemców na początku mojego pobytu musiałam się koncentrować, żeby rozumieć, o czym mówią. Złożenie sensownej odpowiedzi na zadane mi pytanie, albo wymagało chwili namysłu, albo kończyło się jakąś głupią wpadką językową. Teraz wprawdzie nadal nie mówię w 100% perfekcyjnie, ale robię to automatycznie. Myśleć zaczęłam również dwujęzycznie.

2. Nauczyłam się choć trochę gospodarować pieniędzmi. To znaczy nadal do szczególnie oszczędnych osób nie należę i wydaję swoją pensję do ostatniego centa niezależnie, ile jej w danym miesiącu dostanę, ale jednak, gdy świeżo po wypłacie za bardzo zaszaleję z wydatkami, to drugą połowę miesiąca potrafię przeżyć za śmieszne pieniądze bez konieczności głodowania.

3. Dwa lata temu moje życie znajdowało się w kompletnej rozsypce- potrzebny był mi dystans, który pozwolił mi poukładać sobie pewne sprawy.

4. Wyprowadzka, a zwłaszcza taka z dala od domu to doświadczenie samo w sobie, które bardzo zmieniło mnie i moje spojrzenie na wiele spraw. Na pewno mogę powiedzieć, że bardzo przez ten okres dojrzałam (coraz częściej łapię się na tym, że zaczynam myśleć jak moja własna matka…).

 

Straty:

1. Przede wszystkim brak mi częstszych spotkań z rodziną i znajomymi. Brema jest z Poznaniem słabo skomunikowana, odległość też spora, więc nie ma opcji, żebym wpadała raz w miesiącu do domu na weekend. A gdy już przyjeżdżam do Poznania, okazuje się, że nie wiem nawet zbytnio, co działo się u moich rodziców i siostry w ostatnich miesiącach. No i trochę mi czasem przykro, jak widzę zdjęcia dawnych znajomych z ich spotkań, a ja niektórych z nich nie widziałam od ostatnich dwóch lat (jak się nie przyjeżdża zbyt często i na zbyt długo to ze wszystkimi się spotkać nie da).

2. Nie mówię, że jest mi tu źle i że w ogóle nie dogaduję się z tutejszymi ludźmi, ale jakby to powiedzieć… Jest coś takiego, że oni są inni. I czasem czuję, że nie do końca do nich pasuję.

3. Nieraz fakt, że za wszystko sama ponoszę odpowiedzialność mnie przytłacza i zwyczajnie chętnie wróciłabym do rodziców i pozwoliła im się o wszystko zatroszczyć 😉