Jak się czuje człowiek z depresją?

Temat depresji jest w ostatnich latach coraz częściej poruszany w najróżniejszych artykułach i kampaniach. Uważam jednak, że głosów w tak ważnych kwestiach nigdy nie jest za wiele, dlatego postanowiłam się z Wami podzielić moimi własnymi doświadczeniami z tą chorobą.

Większości ludzi depresja kojarzy się chyba głównie z ciągłym uczuciem smutku i myślami samobójczymi. Tymczasem sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Tego, co czułam w okresie depresji  nawet nie mogłabym nazwać smutkiem, nie… W jakiś sposób wiedziałam, że cierpię, że jest mi źle, ale towarzyszył mi raczej kompletny brak emocji. Nie umiałam się ani z niczego cieszyć, ani szczerze złościć, ani odczuwać przygnębienia w takim normalnym znaczeniu. Po prostu nie czułam zbytnio nic. Kompletna pustka, zarówno emocjonalna, jak i jeśli chodzi o możliwości twórcze. Nieraz próbowałam coś napisać albo narysować- siadałam przed pustką kartką i wgapiałam się w nią godzinami nie będąc w stanie nic stworzyć. Uczyć też się mogłam, bo o jakiejkakolwiek koncentracja była nieosiągalna.

Fakt, że przy depresji nie ma się siły na cokolwiek i większość dnia spędza się w łóżku jest dość znany i to rzeczywiście zgodny z prawdą. Pamiętam, że pójście pod prysznic albo zmycia talerza po śniadaniu bywało dla mnie szczytem moich możliwości. Najchętniej ciągle bym spała, bo tylko wtedy nie miałam wrażenia,  że moja głowa zaraz eksploduje. Ale jak na złość, cierpiałam na bezsenność i budziłam się co pół godziny…W większości przypadków człowiek w czasie depresji traci apetyt, w moim przypadku było odwrotnie- pewnie dlatego, że nagle zaczęło mi być obojętne, jak wyglądam- jak wszystko zresztą.

Wiecznie miałam poczucie, że moje życie jest przegrane i że wszystko, co tylko mogłam zawalić już zawaliłam. Nie lubiłam myśleć o przyszłości, bo wzbudzało to mój strach i niepewność. Zresztą niezbyt umiałam ją sobie wyobrazić- a każda z pojedynczych jej wizji była czysto negatywna. Nie wierzyłam, że jestem w stanie ukończyć swoje studia i znaleźć jakąkolwiek przyzwoitą pracę. Widziałam siebie samotną, jako osobę, o której wszyscy albo zapomnieli, albo nie chcą z nią mieć nic wspólnego. Do dziś mi zresztą pozostało to, że często wydaje mi się, że ludzie za mną nie przepadają, podczas, gdy wszyscy zapewniają mnie, że to bzdura i że wywołuję u zdecydowanej większości pozytywne emocje.

Typowych myśli samobójczych nigdy nie miałam- to znaczy nie przygotowywałam nigdy na poważnie rzeczy potrzebnych do odebrania sobie życia (raz chciałam wyskoczyć z okna, ale to było w czsach narkotyków, nie depresji). Natomiast dużo rozmyślałam o śmierci. O tym, co by było, gdybym umarła- kogo przejąłby ten fakt, kto zjawiłby się na moim pogrzebie i jak by on wyglądał. Miałam też takie poczucie, że gdyby przejechał mnie tramwaj, byłoby mi to obojętne, bo i tak nie czułam, że żyję. Rozważałam też, jakby to było dowiedzieć się, że jestem nieuleczalnie i śmiertelnie chora- dochodziłam do wniosku, że byłaby to w jakiś sposób ulga, bo już nie musiałabym się bać o to, co przyniesie przyszłość. Szczęśliwie teraz już takie myślenie wydaje mi się bardzo odległe i abstrakcyjne- ale faktem jest, że tak właśnie wtedy czułam.

Choć w większości przypadków z depresji ciężko wyjść bez pomocy leków i terapii, w moim przypadku przeszła ona sama z siebie- i tak się czasem zdarza. Wiadomo, co dzieje się w mózgu osoby chorej, nie jest natomiast znana przyczyna samej choroby i czasem przechodzi ona równie nieoczekiwanie jak przechodzi. Pozostaje mi mieć nadzieję, że już nie wróci. Nie polecam oczywiście czekania bezczynnie, jak ja, bo to czysty fart, że w moim przypadku tak to się wszystko potoczyło. Zazwyczaj należy zwrócić się o pomoc do psychiatry jak najszybciej.

Źródło obrazka:
https://pixabay.com/de/frau-verzweifelt-traurig-tr%C3%A4nen-1006102/