Pewna prawda o zaburzeniach odżywiania

Nie pisałam znów długo i rozważałam nawet porzucenie tego całkowicie. Brak weny, słaby odzew, itp… I znów jak z nieba spadła mi wiadomość, którą dostałam od jednej z Was- dała mi ona kopa, poczucie sensu w tym, co robię i ogólnie wszystko, co potrzebne, by zmotywować mnie do napisania kolejnego posta. A jego tematem będzie odpowiedź na pytanie, które pewnie zadawali sobie wielokrotnie bliscy osób chorych na zaburzenia odżywiania- mianowicie: dlaczego on/ona nie przestała w to brnąć, gdy jeszcze dało się zawrócić na dobrą drogę?

Otóż prawda jest niezwykle prosta i banalna:

POCZĄTKI SĄ ZWYCZAJNIE PRZYJEMNE.

Serio. No bo wciąż słyszymy komplementy i słowa uznania na temat tego, jak to schudłyśmy i jak to świetnie nie wyglądamy. I jaką to mamy silną wolę i motywację. Czujemy się dowartościowane i pewne siebie. Do tego mamy to ogromne poczucie kontroli nad samym sobą- że nie musimy jeść, bo tak sobie postanowiłyśmy. Albo możemy się objeść, bo i tak zwrócimy. Nie jesteśmy jak ci inni słabi frajerzy, jak reszta świata. A jak ktoś nam zaczyna mówić, że może już wystarczy tego odchudzania to zwyczajnie nam zazdrości.

Tak właśnie kiedyś myślałam i nie jestem przekonana, że nie tylko ja jedna. Mimo, że wiedziałam, że moje zachowania żywieniowe i obsesja na tym punkcie odbiegają od normy i zdrowego rozsądku, to jednak długo odczuwałam tylko przyjemne skutki swojego zaburzenia. Ale prędzej, czy później każdego konsekwencje zdrowotne dopadają- jednego po roku, innego po kilku latach, ale uniknąć się ich nie da. Dlatego dobra rada, dla osób, które dopiero zaczynają swoją „przygodę” z ed:

Nawet, jeśli teraz czujecie się cudownie, nie łudźcie się, że Was te wszystkie negatywne skutki nie dopadną- bo w końcu dopadną. Najczęściej niestety w momencie, w którym nasz nałóg jest już tak głęboko w nas zakorzeniony, że bardzo trudno się od niego uwolnić…

Źródło obrazka: http://jadwigawojciechowska.pl/