LUDZIE I ICH PRACA: #3 Cukiernik- Wywiad z Angeliką Stasiak

To już trzeci wywiad z serii Ludzie i ich praca! Ostatnio poznaliśmy dietetyczkę Justynę, dziś w pewnym sensie wręcz przeciwnie… Moją rozmówczynią jest Angelika Stasiak- cukiernik.

Ja: Na początek pytanie- standard: Jak się nazywasz i czym się zajmujesz? Opowiedz kilka słów o sobie…

Angelika Stasiak

Angelika Stasiak (AS): Mam na imię Angelika. Obecnie jestem na drugim roku przygotowania do zawodu cukiernika- dokładniej cukiernik produkcyjny. Czyli zajmuję się wypiekiem drożdżówek, pierników, serników i ciast niedeserowych.

Ja: Skąd pomysł na taki wybór zawodu? Czy pieczenie ciast od zawsze było Twoją pasją, czy jednak to decyzja bardziej spontaniczna?

AS: Długo się wahałam pomiędzy kucharzem a cukiernikiem, jednak z czasem zaczęłam piec ciasta dla znajomych i to oni pomogli mi podjąć decyzję. Dużę rolę też odegrała płaca, cukiernik zarabia średnio 3.5 tysiąca złotych, przy czym kucharz o połowę mniej. Po tygodniu praktyk w cukierni już wiedziałam, że to jest to, czego chciałam.

Ja: A jak wygląda Twój typowy dzień pracy? Czy teraz, przed świętami, masz dużo więcej na głowie, niż zwykle?

AS: Zazwyczaj przychodzimy na 6:00 i pracę kończyny o 12:00, czasami 11:00. Jednak przed Świętami zdarza nam się zostawać nawet do 17:00-18:00. Wszystko zależy od ilości pracy. Najgorsze dni to Tłusty Czwartek i święto Marcina. Wtedy cukiernicy siedzą nieraz po 20 godzin, a rekord, o którym słyszałam to aż 32 godziny! Kazdy dzień jest z reguły taki sam- czasami dochodzą tylko dodatkowe zadania. U mnie wygląda to następująco:
6:00-7:00 rano przygotowuję rogale marcińskie. O 7:00 wstawiam pomadę na eklerki, a następnie je w niej maczam. W czasie, gdy stygną, przygotowuję ptysie i krem. Zazwyczaj wszystko zajmuje mi około półtorej godziny. 8:00-9:00 robię ciasto kruche i wałkuję spody pod szarlotki i struclę. Około 10:00 zawijamy pączki z marmoladą i wstawiamy na garę do wyrośnięcia. W tym czasie smaruję lukrem wszystkie drożdżówki i szykuję je dla kierowcy. O 11:00 smażymy pączki i zaczynamy sprzątać całą halę, osoby wolne robią kruche ciasteczka i ciasta. O 12:00 spisywanie towaru i ostatnie poprawki aby szef nie miał za co wpisać „minusa”.

Ja: O, wspomniałaś rogale marcińskie? Czyżbyś Ty również pochodziła z Poznania? Powiedz w takim razie, gdzie można zjeść Twoje wypieki- może podczas moich wizyt u rodziny zawitam i w cukierni…

AS: Niestety, ale jestem z Warszawy. Cukiernia, w której pracuję, posiada certyfikat (jako nieliczni) prosto z Poznania, który poświadcza ze nasze rogale są oryginalne i naturalne. Przy wizycie w stolicy zapraszam do cukierni Meryk, jednak cena rogala jest mniej zachęcająca, bo to 8 złotych.

Ja: Mimo wszystko tych moich czytelników, którzy pochodzą z Warszawy zachęcam do spróbowania naszego poznańskiego specjału. Gdzie dokładnie się znajdujecie?

AS: Mamy 3 lokalizcje: główna siedziba cukierni, gdzie jest też zakład cukierniczy to ul. Patriotów 125 w Międzeszynie, ale mamy także lokal w podziemiach Ratuszu Arsenał oraz na Żytniej.

Ja: Wracając do tematu samej pracy- co uważasz w niej za największą trudność? Z czym muszą się liczyć osoby, które myślą o zawodzie cukiernika?

AS: Największą trudnością jest presja czasu i poparzenia skóry. Każdy dobry cukiernik pracujący na pracowni ma grubą skorę palców przez ciągłe rany od smażenia pączków. Ja od dwóch lat robię to regularnie i czasami po pracy nie mogę ruszyć ręką. Każdy kształcący się na cukiernika musi się liczyć z wysoką temperaturą, presją czasu, pracą w święta i oczywiście monotonią…

Ja: Dobrze, to teraz jeszcze pytanie, które w zasadzie powinnam zadać prawie na samym początku: Jak w ogóle cukiernikiem zostać?

AS: Szczerze? Wystarczy mieć smykałkę. Ja jestem w zawodówce na profilu cukiernika, ale dużo osób w tym zawodzie ma inne wykształcenie. Spotkałam już mechaników samochodowych, czy administratorów.

Ja: A ile czasu trwa sama nauka? I jak ona przebiega?

AS: Nauka zawodu trwa 3 lata, po których zdaje się egzaminy czeladnicze. Ilość dni praktyk zależy od szkoły- jedni maja jeden tygodniowo, inni dwa, a jeszcze inni (do których należę)- trzy. Jeżeli jest się w zawodówce, nauka przebiega tak: cały czas są praktyki a raz na rok wysyłają nas na kursy zawodowe gdzie przez miesiąc uczymy się o technologii, technice i języku angielskim w cukiernictwie. W szkołach profilowanych takie lekcje odbywają się cotygodniowo.

Ja: Chciałabyś może dodać jeszcze coś od siebie?

AS: Jako ciekawostkę chciałabym wspomnieć, że, wbrew pozorom, cukiernik jest męskim zawodem. Myślę, że wielu to zaskoczy tak, jak mnie…

Ja: To rzeczywiście niespodzianka… Dziękuję Ci za rozmowę i za przybliżenie nieco zawodu cukiernika. Osobiście nie miałam o nim zbyt dużego pojęcia i cieszę się, że dzięki Tobie mogło się to zmienić.

AS: Też dziękuję Ci za rozmowę.


Jeśli Ty również chciałbyś mi opowiedzieć o swojej pracy, zapraszam do kontaktu przez e-mail: pannakwiatkowska@o2.pl lub wiadomość na Facebooku.