LUDZIE I ICH PRACA: #2 Dietetyk- wywiad z Justyną Marszałkowską-Jakubik

Zapraszam Cię na drugi wywiad z cyklu Ludzie i ich praca. Tym razem moją rozmówczynią jest Justyna Jakubik- dietetyk. Bez zbędnego wstępu- przejdźmy do rozmowy!

Ja: Cześć, Justyno! Opowiedz kilka słów o sobie dla moich czytelników. 

Justyna Marszałkowska- Jakubik (JMJ): Jestem dietetykiem, nauczycielem akademickim i blogerem – taki Justyna Jakubikmix zawodowy. Co ciekawe, to że będę dietetykiem wiedziałam już w przedszkolu, chociaż wtedy chyba nie było jeszcze takiego zawodu . Ale od małego miałam zapędy w stronę pouczania innych, co i jak mają jeść! Nigdy nie słodziłam herbaty czy kawy, pomimo że w moim domu swego czasu słodzili wszyscy – także od samego początku coś było ze mną nie tak…

Ja: Czyli pytanie o to, dlaczego zdecydowałaś się na ten zawód nam odpada- powiedz więc inną rzecz: Jak zostać dietetykiem? Skoro jesteś nauczycielem akademickim, prawdopodobnie zdecydowałaś się na studia na tym kierunku? W ostatnim czasie pojawiła się jednak masa kursów, których ukończenie również daje uprawnienia do wykonywania tego zawodu. Co o nich sądzisz?

JMJ: Wykładowcą zostałam trochę z rozpędu – po skończeniu studiów dostałam propozycję pracy na uczelni i tak z dnia na dzień stanęłam po drugiej stronie barykady. Początki były stresujące. Moje pierwsze wykłady na uczelni wspominam z uśmiechem, ale biorę poprawkę na to, że zostałam rzucona na głęboką wodę bez niemal żadnego przygotowania. Mój pierwszy wykład mogłabym zatytułować „wykład – robisz to źle!”. Dziś jednak bardzo lubię prowadzenie zajęć ze studentami – warsztaty, wykłady czy szkolenia, to coś co sprawia mi ogromną frajdę! Jeśli chodzi o studia mam za sobą fantastyczny rok w medycznej szkole policealnej, licencjat z dietetyki oraz studia magisterskie na kierunku zdrowie publiczne. Dodatkowo skończyłam wiele kursów doszkalających oraz brałam udział w licznych konferencjach naukowych, które pozwalają mi odświeżać wiedzę z czasów studiów. Obserwując na powstające jak grzyby po deszczu coraz to nowsze kursy „dietetyki zaawansowanej w weekend” mam ogromny żal, że proces regulacji mojego zawodu idzie tak opornie. Nie twierdzę, że kończąc studia dostaniemy od razu predyspozycje i całą potrzebną wiedzę do wykonywania tej pracy, jednak sam fakt, że gabinet dietetyczny może otworzyć praktycznie każdy, daje ogromne pole do nadużyć, co często odbija się na ludzkim zdrowiu.

Ja: Tak się składa, że moja mama również jest nauczycielem akademickim uczącym przyszłych dietetyków biochemii- i ma podobną opinię, jak Ty w tej kwestii. Ciekawa jednak jestem, czy macie podobne zdanie również co do tego, co jest największym szokiem dla studentów dietetyki po rozpoczęciu studiów…

JMJ: O, no proszę… Ja akurat uczę od kilku lat na kierunku kosmetologia, więc nie kształcę przyszłych dietetyków. Także tu pewnie nie pomogę… Ale co do szoku studentów kosmetologii, to zazwyczaj jest on na pierwszych lub drugich zajęciach, gdy opowiadam im o zapotrzebowaniu kalorycznym i  okazuje się, że dieta 1000 kcal wcale nie jest taka dobra, a odchudzająca się młoda dziewczyna powinna jeść przynajmniej 1600-1700 kcal. To zawsze wprawia je w osłupienie „ta dużo??”. I drugi szok, trochę straszny, bo świadczący o ogromnych brakach: jak mówię, że kaloria, to nie to samo co kilokaloria!

Ja: Oj, rzeczywiście często ludzi w internecie ten fakt szokuje. Z racji dorastania właśnie w takiej, a nie innej rodzinie, oraz z racji moich dawnych potyczek z jedzeniem, które musiałam jakoś uregulować, w takich bardziej podstawowych kwestiach jestem nieźle obeznana. Natomiast powodem, dla którego nie zdecydowałam się na dietetykę, była moja lekka niechęć do chemii organicznej i biologii. Jak sądzisz- czy rzeczywiście ich dobra znajomość jest niezbędna w tym zawodzie?

JMJ: Zdecydowanie! Świadomość przemian zachodzących zarówno w naszym organizmie, jak i tych toczących się w garnku czy misce z sałatką jest niezbędna do prawidłowego skomponowania diety oraz poprowadzenia jej w odpowiednim kierunku na przestrzeni miesięcy. Dietetyk to takie combo – trochę kucharz, trochę psycholog i jeszcze kawałek lekarza. Także z anatomią układu pokarmowego oraz fizjologią warto być zaznajomionym.

Ja: A powiedz mi: jak wygląda Twój typowy dzień pracy jako dietetyk?

JMJ: Co do typowego dnia – nie istnieje w moim życiu coś takiego. Jeśli prowadzę akurat konsultacje, to przyjmując pacjentów przeprowadzam z nimi szczegółowy wywiad. Takie wypytywanie to podstawa. Wyciągam informację na temat rozkładu dnia, zawartości szafek kuchennych, nastroju towarzyszącego podczas spożywania posiłków, pytam o ulubione napoje oraz krępujące objawy ze strony układu pokarmowego, proszę o listę ulubionych oraz znienawidzonych produktów i dań. Zawsze też oczekuję zapisków żywieniowych z przynajmniej trzech dni. Dietę układam indywidualnie i zawsze oczekuję szczerej opinii na jej temat, tak,  żebym miała możliwość wprowadzenia ewentualnych modyfikacji do niej. Także przez  mniej więcej pierwszy tydzień pacjent zapisuje na marginesie wszystko co mu przyjdzie do głowy: „za duża porcja”, „za mała”, „za trudne do przyrządzenia” albo po prostu „nie smakuje mi”. Ja nanoszę poprawki, jeśli oczywiście je wcześniej zaakceptuję, i podsyłam nową dietę. Działamy do momentu aż dieta będzie idealnie dopasowana i niezauważalna.

Ja: A częściej przychodzą do Ciebie pacjenci zdrowi, mający po prostu problemy z utrzymaniem wagi z powodu braku wystarczającej wiedzy, czy mający rzeczywiście problemy zdrowotne? Interesuje mnie to, ponieważ często ludzie wyobrażają sobie pracę dietetyka jako dosyć lekką, a wydaje mi się, że spora część pacjentów wcale nie jest takimi „łatwymi przypadkami”. Co w ogóle jest dla Ciebie największą trudnością w pracy?

JMJ: Coraz więcej osób zgłasza się z problemami zdrowotnymi. Praktycznie nie zdarzaja się teraz „łatwe przypadki”. Nie pamiętam, kiedy miałam osobę, która chciała po prostu schudnąć i nie miała schorzeń towarzyszących. Skończyłam Akademię Medyczną (obecnie Warszawski Uniwersytet Medyczny) i zajęcia prowadzone z lekarzami- praktykami zaprawiły mnie w boju – na studiach miałam kładziony ogromny nacisk na leczenie żywieniowe chorób – wątroby, trzustki, nadciśnienia, miażdżycy i innych. Mam też spore doświadczenie w rozpisywaniu diet w przypadku Hashimoto czy coraz powszechniejszej insulinooporności. I większość osób, które do mnie trafia boryka się właśnie z tymi problemami. Nieprawdopodobną satysfakcję sprawia mi, gdy ktoś po kilku miesiącach mojej diety może zmniejszyć dawkę leku lub odstawić go całkowicie (oczywiście po konsultacji z lekarzem prowadzącym). Z całą pewnością trudnością jest kilka chorób towarzyszących- a jak dojdą do tego nietolerancje lub np. nietypowe godziny pracy, to faktycznie robią się schody… Ale ja to lubię, traktuję takie przypadki jak challenge. Zadowolenie osoby dla której piszę dietę i wiadomość „pani Justyno jest super – objawy ustąpiły” dają mi kopa do dalszej pracy i pokazują, że mój trud nie poszedł na marne!

Ja: To z pewnością musi być wspaniałe uczucie! Zbliżamy się już powoli do końca rozmowy, ale ponieważ osoby w wieku 13-18 lat są, według Facebooka, moją drugą największą grupą odbiorców, chciałabym Cię jeszcze w ich imieniu o coś zapytać. Na jakich przedmiotach szkolnych powinny się koncentrować osoby, które chciałyby w przyszłości studiować dietetykę? Co należy zdawać na maturze?

JMJ: Ja jestem „starej daty” – maturę zdawałam jeszcze w poprzednim wieku, bo w roku 1999. Także w przypadku przedmiotów maturalnych niestety nie pomogę, ale z całą pewnością nie można zaniedbać przedmiotów typu biologia czy chemia. Paradoksalnie, i matematyka jest bardzo pomocna – pisząc maturę miałam nadzieję, że się od niej uwolnię, ale nic z tego – każdego dnia liczę kalorie, procenty czy zapotrzebowanie. Jeśli dodatkowo chcemy edukować pisząc, jak ja bloga, to i język polski na wysokim poziomie oraz informatyka się przydają. Do tego sztuka kulinarna plus nauka fotografowania oraz obróbki zdjęć… Mówiłam, że dietetyk to niezłe combo!

Ja: Właśnie… A propos bloga- powiedz, gdzie można Cię znaleźć w sieci?

JMJ: Zapraszam na www.zdrowonajedzeni.pl – tam można znaleźć też odnośniki do konta na instagramie czy fb, gdzie także staram się być aktywna! A konsultacji udzielam stacjonarnie w Warszawie (na Żoliborzu i Ursynowie) oraz on-line.

Ja: W takim razie zapraszam wszystkich czytelników do odwiedzin zarówno wirtualnych, jak i w realnym świecie. Chciałabyś może jeszcze dodać coś od siebie? 

JMJ: Póki co, to chyba będzie wszystko…

Ja: W takim razie dziękuję Ci serdecznie za rozmowę!

JMJ: Ja też dziekuję za bardzo ciekawe pytania!


Pozostałe wywiady z serii znajdziesz TUTAJ. Jeśli Ty też chcesz mi opowiedzieć o swoim zawodzie, zapraszam do kontaktu przez Facebooka lub na pannakwiatkowska@o2.pl.