Rozstania i powroty

Dzisiaj będzie nieco sentymentalnie i osobiście- tak w stylu „starej” Panny Kwiatkowskiej z początków istnienia bloga. Były Święta, więc oczywiście odwiedziłam w tym okresie mój rodzinny Poznań. I ten wpis właśnie o tym i o całej masie przemyśleń, jakie dopadły mnie podczas tej wizyty…

Dawno, dawno temu…

Minęły już ponad trzy lata, odkąd wyjechałam do Niemiec. Całkiem spory kawał czasu, który nawet nie wiem, kiedy przeleciał. Pamiętam moje pierwsze Boże Narodzenie jako „gość” u moich rodziców. Wtedy było to zaledwie 2,5 miesiąca od mojej wyprowadzki i przyjeżdżając tam, czułam się jak u siebie. Niewiele miało w końcu szansę się przez ten czas zmienić. Był to też okres, kiedy to jeszcze pisałam z moimi starymi znajomymi praktycznie codziennie i rzeczywiście z niecierpliwością wyczekiwaliśmy na to, by móc się znów zobaczyć. Uwzględniano nawet jeszcze terminy moich przyjazdów przy planowaniu spotkań i imprez. Myślałam wtedy, że tak będzie zawsze…

Dziś…

Czas upływał i zarówno ja, jak i moi dawni znajomi zaczęliśmy skupiać się na swoim własnym życiu. Rozmawialiśmy coraz rzadziej, aż z większością mój kontakt ograniczył się do wiadomości na krótko przed planowaną wizytą w Poznaniu. Podczas spotkań nadal jest miło i sympatycznie, ale jednak często da się wyczuć, że brakuje nam trochę wspólnych tematów, czy wiedzy o wydarzeniach z życia tej drugiej osoby na przestrzeni ostatnich miesięcy. Mimo, że teoretycznie jest masa „zaległości” do nadrobienia, spotkania stają się raczej krótsze, niż dłuższe. Z częścią ludzi kontakt urwał się już całkowicie, inni zaskoczyli mnie tym, że czasem jednak pamiętają- bo akurat nie po nich spodziewałam się, że nasza znajomość się utrzyma.

Przemijanie

Może poprzedni akapit brzmi nieco smutno i depresyjnie, ale taki nie jest. To, że w naszym życiu zachodzą zmiany jest normalne. Może i moi znajomi nie są już tymi, którymi byli kilka lat temu, ale ja przecież też nie jestem. Mam wręcz często wrażenie, że to właśnie ja zmieniłam się najbardziej. I ma w tym nic złego. Kolejne doświadczenia kształtują nas jako osoby, a im mniej tych doświadczeń jest wspólnych, tym bardziej różne stają się nasze poglądy i kierunek, w którym zmierzamy. Wszystko się zmienia i przemija, nawet moje miasto, w którym ostatnio dwa razy rozpaczliwie pogubiłam się przy próbie przejścia na drugą stronę ronda. Przecież nie mogę oczekiwać, że Poznań za 30 lat dalej będzie wyglądał tak samo, jak w dniu, w którym wyjechałam!


„Nowy Rok, stara ja”- w ostatnich miesiącach starałam się trochę wpchnąć bloga w bardziej profesjonalną stronę, nie przesadzać z ilością osobistych wpisów takich, jak ten. Ostatecznie jednak zawsze ląduję w tym samym punkcie i chyba w tym przypadku akurat, wbrew treści wpisu, nic się nie zmieni. Ruszyłam z serią Ludzie i ich praca, którą oczywiście będę prowadzić dalej, więc i dla osób lubiących klimaty bardziej „na serio” nadal się coś znajdzie. Nie będę jednak na siłę uciekać „od korzeni”. Co Ty na to? Uważasz to za dobrą decyzję? Ogólnie będę bardzo wdzięczna za wszelkie komentarze z wskazówkami dotyczącymi dalszego rozwoju bloga- zarówno jego wyglądu, jak i może kategorii, które uważasz za szczególnie interesujące. Z góry dziękuję!