Studia w Niemczech

Znajomi często zadają mi różne pytania dotyczące mojego życia w Niemczech. Pomyślałam więc, że to całkiem dobry temat na nową serię postów. Tak więc dziś zacznę od opowiedzenia nieco o tym, jak wyglądają studia w Niemczech (a przynajmniej w Bremie 😉 ). W to, jak się na nie w ogóle dostać, nie będę dziś wnikać, opiszę innym razem …

Jeśli miałabym porównać studiowanie tutaj do tego, co słyszę od znajomych w Polsce, to przede wszystim powiedziałabym, że w Niemczech jest dużo luźniej:

-Nie ma obowiązku obecności ani na wykładach, ani na ćwiczeniach- dopóki jesteś w stanie zaliczyć egzaminy i oddajesz cotygodniowe zadania, które dostajemy do opracowania na każdym przedmiocie, nikogo nie obchodzi, w jaki sposób tą wiedzę posiadłeś.

-Na moim wydziale (na innych podobno różnie to wygląda) jesteśmy z naszymi profesorami na „Ty”

-Wszystkie slajdy i materiały z wykładów są nam udostępniane- swego czasu same wykłady były również przez uczelnię nagrywane.

– Materiał jest mniej teoretyczny, a bardziej praktyczny w stosunku do tego, co jest nauczane w Polsce

– Dużo pracujemy w grupach (choćby przy tych cotygodniowych zadaniach)

– Sami zapisujemy się na przedmioty, możemy je zaliczać w dowolnej kolejności, czyli na przykład teoretycznie zacząć od czegoś, co zwykle robi się w pierwszym semestrze, a skończyć na czymś, co większość zalicza w drugim. Co za tym idzie: niezaliczenie nawet większości przedmiotów w danym semestrze nie przeszkadza nam w kontynuowaniu pozostałych: nie ma czegoś takiego jak „powtarzanie roku”.

-Jeśli nie czujemy się na siłach by podejść do egzaminu, po prostu się na niego nie zapisujemy i nie ponosimy żadnych konsekwencji.

– Na przykładzie egzaminów z programowania stwierdzam, że tutejsi wykładowcy mają bardziej „ludzkie” podejście- są one u nas pisane na komputerach, więc można od razu sprawdzić, czy to, co napisaliśmy działa 😉 Przecież w prawdziwym życiu zawodowym zawsze będziemy mieli taką możliwość, więc nie rozumiem, skąd pomysł przeprowadzania tego w formie papierowej…

-Mamy duuuuuużo wolnego: latem wykłady kończą nam się około 10 lipca i zaczynają na jesień około 10 października. Zimą mamy przerwę od 31 stycznia do końca marca.

ALE:

– Mamy w sumie 6 lat na ukończenie studiów licencjackich i 4 na magisterskich od momentu ich rozpoczęcia- potem koniec, szanse przepadły i to nie tylko na danej uczelni, ale ogólnie na tym kierunku w Niemczech.

– Od momentu zapisania się na egzamin mamy 4 semestry na zaliczenie danego przedmiotu- jedna szansa na semestr. Nie ma więc typowych poprawek, a jedynie cztery terminy, w których do egzaminu możemy podejść. W przypadku niezaliczenia przedmiotu obowiązkowego za czwartym podejściem, traci się swój status studenta po upływie semestru (chyba, że Prüfungsamt pozytywnie rozpatrzy wniosek o kolejny semestr szansy- jeśli ma się dobry powód, dlaczego cztery poprzednie okazały się niewystarczające, raczej nie ma z tym problemu).

-Za złapanie na ściąganiu ma się nie tylko oblany egzamin, ale i poważniejsze problemy z możliwością zostania wyrzuconym ze studiów- dlatego nikt tego tu nie próbuje.

– Wprawdzie wakacji mamy więcej, ale egzaminy odbywają się właśnie w tym czasie wolnym i często porozrzucane są po całych tych dwumiesięcznych okresach.

Z kolejnych różnic: wf i języki obce nie są u nas obowiązkowe, natomiast mamy bardzo duży wybór kursów, z których możemy skorzystać: są one wprawdzie w większości płatne, ale jest to „cena promocyjna”. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej niż w Polsce, ale w każdym razie inaczej.

W większości Bundeslandów, w tym w Bremie, studia nie są całkiem bezpłatne- tzn. Ja na przykład raz na semestr muszę zapłacić 270 euro, z czego jednak 150 idzie na bilet semestralny, którym mogę jeździć po całej Bremie, Hamburgu i Dolnej Saksonii, a gdybym miała je kupować normalnie, to nawet w tych 270 na pół roku bym się nie zmieściła. Wada trochę taka, że jest on dla wszystkich obowiązkowy, więc jak ktoś ma własny samochód to niezbyt mu się to opłaca.

Co by tu jeszcze napisać? Że na uczelni dużo się dzieje, że często organizowane są jakieś imprezy i dni naukowe dla poszczególnych wydziałów… Że mamy super stołówkę, gdzie można tanio i dobrze zjeść… Ale to akurat chyba nie są cechy charakterystyczne tylko dla niemieckich uniwersytetów… Myślę, że więc byłoby to na razie na tyle. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania- śmiał zadawajcie 😉