O człowieku, który uzależnił się od trzeźwości

Przenieśmy się na chwilę do alternatywnej rzeczywistości. Żył w niej pewien człowiek, który uzależnił się od trzeźwości. Nie chciał tego, ale trudna sytuacja w jego życiu sprawiła, że jeden niewinny wieczór bez używek zamienił się w tydzień, następnie miesiąc i rok. A potem człowiek ten pogrążył się w trzeźwości na dobre…

Na początku wszystko było tylko dobrą zabawą. Fajnie było poczuć coś nowego, obcego innym ludziom. Gdy nie brał, czuł się silny, mijając przechodniów na ulicy, czuł lekką ekscytację, gdyż miał przed nimi swój mały sekrecik. Do tego jeszcze brak problemów ze snem i ilością spożywanych pokarmów, które również były bardzo pociągające. Był też jednak wstyd i strach przed tym, że jednak ktoś dowie się o tym, czego nie robi. Początkowo trzeźwy człowiek potrafił jeszcze w miarę dobrze ukrywać swój odmienny stan. Z czasem jednak zaczął odsuwać się od swoich odurzonych kolegów, z którymi przestał znajdować wspólny język. Znajomi zaczęli zauważać, że coś jest na rzeczy, ale byli bezsilni.

Człowiek stawał się więc coraz bardziej samotny, cierpiał. Na tym etapie nie był już jednak w stanie zmusić się do tego, żeby znów zacząć brać. Skutki uboczne zaczęły coraz bardziej wdawać się we znaki: Od teraz musiał mierzyć ze wszystkimi tymi problemami, które wcześniej zagłuszał narkotykami i alkoholem. W końcu czuł, kim naprawdę jest, a to czasem go przerażało…

Tak mijały lata, aż pewnego dnia ten człowiek ten umarł śmiercią naturalną w podeszłym wieku. Wszyscy, z którymi kiedykolwiek utrzymywał kontakt zdążyli już dawno odejść na tamten świat. Zarówno jego życie, jak i śmierć były samotne. Oddając ostatni oddech żałował, że wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej.


Tak, ten wpis jest inny od pozostałych, które do tej pory napisałam. To taki mój swego rodzaju eksperyment, do którego zainspirował mnie Maciej Wojtas, jego najnowszy wpis i zabawa, którą zorganizował na swojej fejsbukowej grupie. Koniecznie daj znać, czy Ci się spodobał!